Świeto zmarłych 2019

W tym roku wypadło 4 kwietnia – myślałem że to święto jest stałe w kalendarzu (naszym kalendarzu w poprzednich latach było 1 kwietnia) ale okazuje się że jest jest ruchome albo (co bardziej oczywiste) związane z kalendarzem chińskim (lunarnym).

Tutaj to w zasadzie nie jest święto zmarłych ale święto sprzątania grobów – ale na jedno wychodzi bo jest to czas wspominania zmarłych. Jak zawsze na groby niesie się coś fajnego dla zmarłych (żeby ich uszczęśliwić).

Oprócz tradycyjnych darów – papierowych pieniędzy i Iphonów – niesie się coś co jest związane ze znakiem tego roku – świnką. Na początku nie skojarzyłem dlaczego w Walmarcie (hipermarkecie) pojawiły się na dziale pieczywa świnki ale szybko okazało się o co chodzi – można to zanieść na grób.

Byliśmy dzisiaj w Ikea w Foshan – zmienił się sposób zamawiania i płatności w sklepiku. Teraz prawie pełna samoobsługa – skanuje się smartphonem duży QR kod na ścianie, otwiera się aplikacja ze wszystkimi produktami z oferty sklepiku – zaznacza sie ilości i potwierdza zamówienie, na ekranie pokazuje sie QR kod który następnie trzeba zeskanować w czytniku (a tym samym realizowana jest płatność) i automatycznie drukowany jest paragon z którym idzie się do stanowiska gdzie jest wydawane jedzenie. Wszystko bardzo proste i intuicyjne a zarazem usprawnia cały proces. Nie ma praktycznie kolejki do odbioru.

Na stacji benzynowej też zmiany – wstawili duży ekran dotykowy na którym pojawiaja się numery dystrybutorów z których jest tankowane paliwo – po zakończeniu tankowania numery (i ikonki dystrybutora na ekranie) staja się aktywne – trzeba dotknąć, wtedy wyskakuje kwota i informacje co było takowane. Następnie trzeba zbliżyć smartphona ze swoim kodem do skanera… i już. Płatność jest realizowana w ułamku sekundy, drukuje się paragon który zabieramy i idziemy do samochodu. Rewelacja – chyba szybciej się nie da. Całość zajęła mi może z 10-15 sekund.

Chińskie wesele

Dostałem od naszej księgowej zaproszenie na wesele – najpierw tydzień przed – wysłała informację na wechacie że w kuchni są ciastka w związku z jej przyszłym weselem i zeby się częstować. Były orzeszki, banany, ciastka i cukierki. Oczywiście pogratulowałem jej i dowiedziałem się że za tydzień jest impreza i że mnie zaprasza.

Księgowa – fajna dziewczyna w wieku  26 lat – to znaczy jak na tutejsze warunki już dość stara i jest ciśnienie na zamążpójście. Była w długim związku z chłopakiem ale on nie bardzo chciał się żenić więc go zmieniła.

W środę – 2 dni przed weselem – dostałem zaproszenie. Podobno bardzo ładne słowa na zaproszeniu – ja tego nie rozumiem ale mój chiński kolega był zachwycony. Co ciekawe, zaproszenie jest wypisane w Chińskim tradycyjnym języku – a nie w uproszczonym – jest pisane w kolumnach a nie w rzędach i nie wszyscy są je w stanie zrozumieć bo tradycyjny Chiński jest dość trudny – inne znaki.

Zgodnie z chińską tradycją trzeba przekazać (jako prezent) kasę w czerwonych kopertach. Słowa na kopercie mają duże znaczenie – dla mnie to trochę dziwne. Bo czy – według mojego rozumienia – będzie zapisane 100 lat, czy ‚bądźcie szczęśliwi” czy coś tam innego to nie ma znaczenia – ale tutaj… ma.

Na kopercie trzeba napisać własne życzenia. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale trudniej jest zrozumieć jak te życzenia są ważne.
Zapytałem koleżankę co napisać – podowiedziała mi, a ja przepisałem chińskie znaki. Chiński kolega który też szedł na wesele miał swoją kopertę i zapisane swoje życzenia ale jak zobaczył moje to… je skopiował. 🙂

Na dworze była duża wilgoć i gorąco – w ręku miałem kopetę więc pomyślałem że trzeba ją zabezpieczyć – bo palce się odcisną. Zawinąłem więc czerwoną kopertę w białą kartkę paieru. Jak mój chiński kolega to zobaczył to się przeraził i zaczął mnie uświadamiać że to bardzo nie dobrze bo biały kolor tutaj to kolor żałoby. Wyrzuciłem więc białe zabezpieczenie…

 

Później było wesele.
Panna młoda według tradycji prowincji Guandong nakłada wszystkie złoto które ma. Co prawda spodziewałem się tradycyjnego stroju  a nie białej sukni ślubnej ale co zrobić…. Co ciekawe ta impreza była dla gości panny młodej – impreza dla gości pana młodego była poprzedniego dnia. Nie bardzo to zrozumiałe – najpierw tłumaczyli że rodzina młodego jest 20 km stąd i ze tak jest wygodniej ale jak podrążyć temat to jest zupełnie inaczej – jak nie nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Otóż okazuje się że rodzina młodego robi imprezę a wszystkimi datkami dzieli się z parą młodych. Czyli najpierw z datków pokrywa koszty wesela a tym co zostanie dzieli sie z młodymi albo oddaje im całość – kwestja negocjacji – jest różnie. Podobnie z drugiej strony – panna młoda z rodzicami urządza przyjęcie a wszystkim tym co dostanie pokrywa koszty wesela a resztą dzieli się z rodzicami.

Weselnicy – strój dowolny, komórka obowiązkowa :).

Na wielkim telebimie wyświetlane były zdjęcia pary młodej – dopasowane do roździelczości ekranu. Jak dla mnie to jakiś żart – wszyscy zdeformowani – ale tutuaj absolutnie nikomu to nie przeszkadzało.

Tradycyjnie para młoda odwiedziła stoliki i ‚przepiła’  ze wszystkimi.

Menu – ptaszki, kraby, zupa, ryba – niezłe jedzenie.

Druhny fajne były – smutne jakieś na początku ale potem się rozkęciły.

Całe wesele trwało nie więcej niż 2 godziny.  Goście żadnych emocji nie okazywali – oprócz 1 razu kiedy para młoda podeszła żeby ‚przepić’.  To co nie zjedzone każdy pozbierał w pojemniki  i  zabrał do domu.

Tajfun HATO

Dawno nie pisałem bo nie było tematu a tu temat przyszedł sam – w środę 23.08 dotarł do Zhongshan fajfun o nazwie Hato.
Ostrzeżenia o nadejściu były podawane przez media i przez wszytkie komunikatory – wyskakiwały okienka na QQ, przychodziły ostrzeżenia na WeChat. Chińczycy bardzo się tajfunów boją kilka dni przed nadejściem wyczuwało się jakieś napięcie.
Szkoły były pozamykane, do nas przyszło zalecenie żeby fabrykę zamknąć. Ja do tego tematu podchodziłem z dystansem bo wiele razy miał tajfun przyjść a to co przychodziło nie różniło się od naszej średniej burzy z silnymi porywami wiatru.
Rano było spokojnie ale około 10 coś się zaczęło dziać i pomyślałem „o ho… nie ma co – trzeba jednak budkę zamknąć”. To była dobra decyzja. Nie wiem czy sam nie za późno wcacałem do domu bo już było nieco niebezpiecznie – latały ogrodzenia i trzeba było bardzo uważać żeby nie poleciały na samochód – jechałem tak, żeby od ogrodzeń oddzielał mnie inny samochód. Drzewa się wywracały, ludzie na skuterach też – wiatr był już całkiem silny.
Jak dojechałem do miejsca gdzie mieszkam to okazało się że nie można wjechać bo powalone drzewo zablokowało dojazd. Na szczęście dojazd z innej strony był jeszcze w tym czasie możliwy – inaczej byłby duży problem gdzie bezpiecznie zaparkować.
Niżej kilka zdjęć z dojazdu do domu.

Jak już bezpiecznie zaparkowałem samochód w garażu podziemnym (też nie najlepsze miejsce bo garaż mógł być zalany – ale nie było innej opcji) pomyślałem sobie że pstryknę kilka zdjęć z okolicy mojego budynku. To jednak nie był najlepszy pomysł – gdzieś blisko coś się odrywało i leciało z nieznanego kierunku. Przypomniałem sobie że umiem biegać i wróciłem do domu.
Niżej kilka zdjęć z okolicy.

Tajfun obserwowałem z balkonu. Na balkonie mam zamocowane kraty – nie podobało mi się to bo zasłaniało widok ale tym razem to nawet dobrze że te kraty były bo z mojego budynku co chwila coś się odrywało (kraty wentylacyjne, jakieś szklane elementy, ) i leciało czasami na duże odległości. Wiało nieźle bo tafle szklane w barierkach nie wytrzymywały pod naporem wiatru i pękały. Niżej kilka zdjęć z ogrodzenia tarasu bezpośrednio przy moim balkonie.

Po wszystkim, jak się już uspokoiło wyszedłem na zewnątrz i zrobiłem kilka fotek.

Co ciekawe, jest już drugi dzień po tajfunie a prawie nic nie jest uprzątnięte – jest przejezdne ale nikt się nie wziął za zabranie połamanych drzew. Jak pytałem chińczyków dlaczego ich władze nic nie robią to absolutnie nikt złego słowa na władzę nie powiedział tylko jeszcze starał się wymyślać usprawiedliwienia. Jedno z usprawiedliwnień jest takie, że w niedzielę (26.08) ma być kolejny tajfun (o nazwie Pakhar) i sprzątną wszytko za jednym razem – zabawne.

Święto Zmarłych

Rozpoczął się maj a nie pisałem jeszcze o wydarzeniu kwietniowym. Od 1 do 4 kwietnia jest w Chinach swięto Święto Sprzątania Grobów (w wolnym tłumaczeniu) – takie nasze Święto Zmarłych. Ludzie jadą (czasami bardzo daleko) na groby bliskich. Groby są najczęściej w górach. Rozlokowane chaotycznie – rozmawiałem z Chińczykiem – podobno rząd chce to uporządkować bo ma problem jak chce drogę wybudować czy też tunel przekopać a trasa biegnie przez groby. W małych miasteczkach i na wsiach zmarłych się zakopuje – w większych miastach są krematoria. Za dużo ludzi jest i rząd szuka nowych rozwiązań. Promowane są pogrzeby ‚eco-friendly’ które często są finansowane przez państwo. Polega to na zakopaniu prochów pod drzewem. Wsześniej każde prochy pod osobnym drzewem, teraz żeby oszczędzić miejsce proponowane są pakiety rodzinne – osiem prochów pod jednym drzewem. Prochy są w woreczku który po 6 miesiącach się rozkłada.

Rodzina która zdecydowała się na taki pogrzeb dostaje (za darmo) tabliczkę z Imieniem i nazwiskiem zmarłego oraz z… QR kodem. Po zeskanowaniu QR kodu można online zapoznać się z życiorysem, obejrzeć zdjęcia i drzewo genealogiczne, uzyskać informację gdzie jest pochowany, złożyć kondolencję.
To jest super pomysł – pewnie jeszcze w Polsce nie ma ale pomysł super. Można by umieszczać QR kod na nagrobku – teraz jest tylko informacja o urodzeniu i śmierci – czasami zdjęcie. Możliwości są ogromne – można by przejrzeć zdjęcia z różnych okresów życia, obejrzeć wideo lub jakiś przekaz który zmarły zostawił przed śmiercią. Po za tym drzewo genealogiczne i lokalizacja grobu – w dużych miastach jest problem żeby znaleźć grób. Można by to było jeszcze powiązać z facebookiem i poznać znajomych – lub przekazać  znajomym jakąś informację.

Na tradycyjnych grobach jest tabliczka (albo wyryte lub opisane na skale) imie i nazwisko zmarłego, jego synów, wnuków i prawnuków – żon, córek i wnuczek się nie wpisuje. Co ciekawe, można wpisać imię wnuka którego jeszcze nie ma – wtedy jest szansa że zmarły ‚pomoże’ i wnuk będzie.

Tradycyjnie na Święto Zmarłych zabiera się na groby różne rzeczy które się pali – poprzez proces spalenia te rzeczy trafiają do zmarłego który się cieszy.
Najbardziej popularne są pieniądze (oczywiście nie prawdziwe) ale oprócz tego prawie każdy zmarły ma już iPhona. Mój chiński kolega kupił w tym roku zmarłemu dziadkowi paszport. Z matką ustalili że w następnym roku kupią mu willę. Chińczycy są bardzo kreatywni w tych sprawach – mozna kupić praktycznie wszystko papierowe, ładnie wykonane, modne i na czasie. Niżej zdjęcia które dostałem od Chinki – to nie żart – ktoś kupił zmarłemu… Lamborghini! Papierowe ale świetnie wykonane – z dbałością o szczegóły.
Jak jest ładny drogi sportowy samochód to musi też być ładna seksowna dziewczyna – tego też nie zabrakło!

QR kody – płacenie smartfonami

Pisałem już o wykorzystaniu QR kodów do wypożyczania rowerów ale to jeszcze nic.

Mają też zastosowanie do płacenia przez smartfony w bardzo prosty sposób. Żeby zapłacić trzeba uruchomić aplikację, zeskanować kod QR produktu (albo QR sprzedawcy) wpisać kwotę i potwierdzić płatność. W ciągu 1-2 sekund sprzedawca na u siebie potwierdzenie. Można też pokazać swój QR kod na smartfonie – wtedy sprzedawca go skanuje i tylko trzeba potwierdzić przelew.

Płacić można wszędzie – supermarkety, bramki na autostradzie, taksówki, rachunki za energię, gaz itp, jedzenie na ulicy. Na kiermaszu przed Chińskim Nowym Rokiem w Foshan też praktycznie każdy stragan miał wywieszone QR kody. Ludzie tylko skanowali i… zapłacone. Żadnych terminali do kart płatniczych, żadnych formalności.

Nie trzeba nosić portfela, pamiętać kodów do karty płatniczej czy czekać aż terminal się połączy z bankiem.

Jest kilka aplikacji do płacenia. Najpopularniejszy jest Alipay – należący do Alibaby (63% transakcji), następny Wechat – należący do Tencent (23% transakcji). Reszta sie praktycznie nie liczy.

Na wechacie jak się kliknie na kontakt to oprócz możliwości połączenia telefonicznego lub wideo jest też opcja „przekaż pieniądze”. Super działa – można między sobą  momentalnie przekazywać kasę.

Według raportów 469 milionów ludzi w Chinach wykorzystywało aplikacje płatnicze w 2016 r.

Co zadziwiające (chociaż na Chińskie warunki nie powinno dziwić) to czas w jakim system został wprowadzony i rozpowszechniony. Jeszcze dwa lata temu tego nie widziałem. Później czasami widać było że ktoś płaci w ten sposób a teraz w kolejce w drogerii wszyscy mają w rękach smartfony – zanim dojdą do kasy to sobie na nich grają.

W tym roku Apple i Samsung weszły do Chin z płatnościami – ale większych szans nie mają. U nich działa to inaczej – smartfony trzeba przykładać do terminala a wtedy urządzenia „się dogadują” i dokonywana jest płatność.

Czytałem że w Polsce Tesco testuje gdzieś możliwość płacenia przez samodzielne skanowanie kodów. Skanery można pobrać przy wejściu lub użyć aplikacji w smartfonie. Może się to uda ale ograniczone to będzie do jednej sieci sklepów.

Tak czy inaczej w Europie to wszystko jeszcze ‚raczkuje’. Co ciekawe panuje też opinia że QR kody… się nie przyjęły.

 

 

Rowerowo

Na początku 2009 r w Foshan nie było jeszcze miejskich rowerów – powstawały już za „moich czasów”. Nawet nie wróżyłem systemowi powodzenia bo nie było ścieżek rowerowych a i chińczycy więcej jeździli na skuterach czy też rowerach elektrycznych.
Okazało się że nie miałem racji – ścieżki rowerowe powstały – jak to w Chinach – błyskawicznie (co prawda są tylko po to żeby były bo ludzie i tak po nich chodzą a rowerzyści jeżdżą po chodnikach – absolutnie nikomu to nie przeszkadza) .

System jest dość prosty – wyrabia się kartę (w niektórych miastach można używać karty miejskiej którą równocześnie można płacić np. za przejazd autobusem), później przykłada się kartę do czytnika – zamek trzymajacy rower się odblokowuje i można pedałować. Pierwsza godzina jest bezpłatna – później jakieś niewielkie pieniądze 0.5-1 rmb za kolejną godzinę. Godzina wystarczy na przejechanie znacznej odległości (dotarcia do celu) tak więc można jeździć praktycznie za darmo. Później trzeba rower odstawić na stację parkowania i używając karty zablokować.

System ten jest powszechny i dużo ludzi z niego korzysta. Ma jednak kilka wad. Rowery są w kiepskim stanie technicznym na ogół – ale to akurat żadna przeszkoda w użytkowaniu. Gorzej, że czasami trzeba dreptać na stację parkowania która nie koniecznie jest blisko domu czy też miejsca gdzie się trasa kończy. Można też iść kawał drogi i okaże się że rowerów już nie ma… Podobnie jest z oddawaniem roweru – zdaża się że dojeżdża się do stacji a nie ma już miejsc do parkowania – czyli nie można roweru przypiąć a tym samym przyłożyć karty i zwolnić roweru z konta. Trzeba jechać w inne miejsce.

Stacja parkowania rowerów w Foshan

Pod koniec 2015 roku w Shanghaiu były szef Ubera na Chiny założył firmę – start-up i wprowadził do miasta rowery (pod nazwą Mobike) które nie muszą być parkowane w określonych miejscach. W październiku zeszłego roku widziałem te rowery w Kantonie, od niedawna są w Foshan. W Zhongshan jeszcze nie ma 🙁

Zasada użytkowania jest prosta. Trzeba wgrać na smartfona aplikację, wpłacić depozyt 299 yuanów (jakieś 180 pln), następnie aplikacja pokazuje gdzie są najbliższe rowery. Trzeba taki rower znaleźć (jak pokemona), zeskanować QR kod – zamek w rowerze się odblokowuje – i można jechać. Wypożyczenie kosztuje 1 yuana za godzinę (60 groszy w przeliczeniu na pln) – niedużo. Na koniec rower odstawia się go w bezpieczne miejsce, skanuje QR kod, zmek się blokuje – wszystko.

Rowery skonstruowane są w taki sposób, żeby ‚nie miało się co popsuć’. Koła są bezdentkowe – gumowe, rama aluminiowa (nie zardzewieje szybko), napęd przeniesiony wewnątrz ramy (co prawda pojawiły się też inne konstrukcje Mobike które mają klasyczny łańcuch i ramę stalową malowaną).

Mobike

Bardzo szybko pojawiła się też konkurencja – w samym Foshan jest kilka sieci rowerowych. Drugi pod względem wielkości jest system Ofo – wymaga wpłacenia mniejszego depozytu bo 99 youanów (mobike chce 299).  Wszystkie konkurencyjne rowery też są ładne, kolorowe a wypożyczanie odbywa się na takich samych zasadach.

Rower zielony

Wypożyczalnie rowerów wprowadzają systemy punktów karnych żeby w jakiś sposób kontrolować sprawne działanie. Rower nie może być zostawiony w miejscu niedozwolonym, musi być też dostępny dla innych użytkowników.

W Warszawie system Veturilo wdrażany jest od kilku lat a i tak nie działa sprawnie. Tutaj w przeciągu miesiąca – dwóch , pojawiło się tysiące rowerów które są dostępne wszędzie.  To są Chiny…

P.S. Po tygodniu od mojego wpisu w Zhongshan też pojawiły się rowery na aplikację. 🙂 Jest już ich mnóstwo na ulicach – pojawiają się jak grzyby po deszczu. Od razu stały się bardzo popularne, ludzie bardzo chętnie ich używają.
Rowery inne niż w Foshan ale też mogą być. Zresztą w Foshan też ostatnio pojawiła się nowa firma z nowymi rowerami. Są przynajminej cztery  firmy oferujące ten system – zapewne dwie będą bardzo popularne reszta miniej.

Rowery w Zhongshan

Zhongshan centrum

Inaczej niż w Foshan gdzie nie ma jakiegoś określonego centrum (jest tylko Zumiao ze starówką) w Zhongszan jest rozległe centrum przy rzece. Kolorowo – (dużo bardziej niż w Foshan), oświetlone oba brzegi rzeki, mosty, budynki. Fajna spokojna atmosfera, muzyka i dobry klimat. Oczywiście dużo ludzi.

Jest też fajny deptak – ulica zamknięta dla ruchu ze sklepami i centrami handlowymi. Czysto, nastrojowo – podobnie jak w miastach niemieckich.

Pisałem już o tym że w Zongshan jest masa skuterów – może trzeba będzie coś fajnego znaleźć i zakupić.

Mieszkam nie opodal uniwersytetu. Co wieczór rozstawia się tu nocne jedzenie. Proste, tanie i szybkie – bardzo dobre do tego. Jest makaron ryżowy smażony, ryż smażony, masa grilowanych smakołyków, naleśniki, pierogi i różne rzeczy gotowane na głębokim oleju. Tego ostatniego nie jem bo wiem jak się ten olej uzyskuje – ale o tym innym razem.

Teraz Zhongshan

Zhongshan (中山) – jakieś 100 kilometrów na południe od Foshan. Wydawało by się że będzie podobnie – ale nie jest. Bardzo dziwne.


Od razu się czuje że miasto mniejsze i biedniejsze. Za to spokojniejsze i bardziej zadbane. Po za tym tańsze jest prawie wszystko poczynając od cen wynajmu mieszkań a na owocach sprzedawanych przy ulicy kończąc.

Po długich poszukiwaniach wynająłem małe mieszkanie. Znaleźć coś fajnego nie jest łatwo, szczególnie jak się ma wymagania. Chińczycy bardzo niszczą mieszkania, nie dbają o nie. Po roku mieszkanie wygląda jak by ktoś mieszkał 4 lata. Wynajmujący to często ludzie którzy pracują w innych miastach (Shenzen, Zhuhai albo Honkong) a w Zhongshan tylko kupili po kilka mieszkań pod wynajem. W trakcie poszukiwań miałem kilka razy sytuację że wynajmujący nawet nie wiedział gdzie jest jego mieszkanie.

Co się bardzo rzuca w oczy to ogromna ilość skuterów na ulicach – w Foshan prawie nie ma. Wcześniej było więcej ale zaczeli tępić motory i skutery – robili nawet łapanki na ulicach. Podstawiona była ciężarówka i ładowali na nią to co zatrzymali od ludzi z dwóch głównie powodów – brak papierów albo brak prawa jazdy. Wiele było kradzionych i wiele osób jeździ bez uprawnień.

W Zhongshan chcą ograniczyć liczbę skuterów spalinowych – których jest zdecydowanie więcej. Elektryczne nie wymagają rejestracji spalinowe – tak. Cena prostego skutera spalinowego to ok 4 tys yuanów  ale tablica rejestracyjna kosztuje już 8 tys yuanów.  Chyba dobra metoda i zadziała ale kwitnie handel używanymi tablicami więc nie stanie się to za szybko.

Więcej zieleni i czyściej niż w Foshan. Zresztą Zhongshan jest w pierwszej dziesiątce miast w których ludziom żyje się dobrze. Rzeczywiście dbają. Drzewa sadzą, kwiatki podlewają, nowe ulice budują.

Ludzie tutuaj dziwni trochę… Jacyś tacy skryci, nie uśmiechają się. Mniej mówią. Panny też jakieś brzydkie takie…

Niżej trochę zdjęć – kobiety na ulicy palą jakieś rzeczy, kadzidełka, składają żywność – owoce, mięso itp. To takie czarownice – spotkać się z tym można praktycznie w każdym mieście i to na północy jak i na południu Chin. Można przez nie nawiązać kontakt ze zmarłym albo poprawić swoją przyszłość lub rozwiązać jakiś problem. Zawsze palą na rozdrożu dróg.

A to już najbliższa okolica – niestety zdjęcia z komórki nie najlepszej jakości.

prawo jazdy w Chinach

Egzamin zdany – 98/100 pytań poprawnie – teraz trzeba wszystko to czego się uczyło zapomnieć i dostosować się do ruchu lokalnego. Inaczej się nie da.

Pytania egzaminacyjne są na stronie: http://www.chinadriver.org/exam/exam_en.php  Na egzaminie wygląda to dokładnie tak samo.

Chińskie przepisy są trochę różne od naszych – np. jak się wyprzedza na drodze bez pasów to trzeba trąbić. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy – myślałem że trąbienie „uwaga będę wyprzedzał” to wymysł kierowców którzy boją się że jadą samochodem.

Inny przykład – zgodnie z przepisami jak ktoś chce ciebie wyprzedzić to trzeba zwolnić i zjechać bardziej w prawo.  U nas zachowuje się stałą prędkość.
W nocy jest zalecenie – jak tylko możliwe unikaj wyprzedzania ale jak już musisz to mrugaj światłami naprzemiennie (długie/krótkie). To też śmieszne bo większość kierowców nie odróżnia świateł i jeździ na ‚długich’ – bo przecież lepiej widać-logiczne.

Co ciekawe, w opcjach odpowiedzi jest zawsze jedna która w 100% pasuje do rzeczywistości (oczywiście nie jest to poprawna odpowiedź) -np.:
Zbliżając się do przejścia powinieneś:
– zwolnić i przepuścić pieszych
– strąbić pieszych i przejechać
– przyśpieszyć i przejechać zanim piesi wejdą na przejście.
W tym wypadku 2 ostatnie odpowiedzi są ‚z życia wzięte’.

Jako że w Chinach wszyscy oszukują (co nie jest uważane za oszustwo ale za spryt), są pytania na egazminie typu „jak długo nie można się ubiegać o prawo jazdy kiedy się je uzyskało w sposób nielegalny np. łapówkę czy podrobienie” – odpowiedź: 3 lata. Z drugiej strony, pod ośrodkiem egzaminacyjnym stoją ludzie którzy za 100 rmb (60 zł) zorganizują legalne prawo jazdy – legalne to znaczy ktoś pójdzie i zda za ciebie – wszystkie dokumenty oryginalne, żadnych podróbek. Nie wiem jak oni to robią bo na stanowisku do wypełniania testu jest kamera a na dokumencie potwierdzającym zdanie testu są wydrukowane zdjęcia (chyba z 6) z okresu kiedy się odpowiada na pytania.

Generalnie test jest bardzo łatwy – trudność sprawiają pytania źle przetłumaczone (a takich jest wiele) i te najprostsze – które powtarzane kilkukrotnie i ze złym tłumaczeniem wprawiają w zakłopotanie, np: czy jak mruga lewy kierunkowskaz to dźwignia od kierunkowskazu jest w górnym położeniu?

Co ciekawe, dla Chińczyków test jest bardzo trudny – znam kilku którzy podchodzili do egzaminu po 5-7 razy.

IMG_20160814_131108

Wyżej samochód do nauki jazdy – ten na zdjęciu jakiś taki za dobrze wyglądający – na ogół są brudne i pordzewiałe. Nie ma „L” na górze, ma za to charakterystyczne malowanie.
Panuje ogólna teoria, że jak się taki samochód widzi na drodze to trzeba szerokim łukiem omijać – bo ktoś się uczy i może przypadkowo najechać.

Ostatnio w telewizji był reportaż z autostrady dotyczący zajmowania pasa ‚ratunkowego’ przez inne samochody. Policja pokazowo zaczęła wlepiać mandaty dla wszystkich którzy parkują na tym pasie albo go używają do jazdy. Zabawne było szczere do bólu zaskoczenie chińczyka zapytanego ‚dlaczego jedzie pasem ratunkowym’ – wytrzeszczył oczy, patrzył ze zdziwieniem na reportera i odpowiedział: co ty, przecież na pozostałych 3 pasach jest korek a ten jest wolny.

 

Z innych ciekawostek drogowych – zdarzają się symulacje wypadków dla uzyskania odszkodowania. Niżej kilka przykładów – niektóre nie są z Chin ale zasada jest ta sama.

Szczególnie trzeba uważać żeby nie przejachać dziecka albo staruszka – ogromne problemy. Przejeżdżajac dziecko można być pewnym wydatków przez całe życie dziecka – rodzina udowodni, że każda późniejsza choroba (łącznie z katarem) jest następstwem wypadku. Ze staruszkami jest inaczej – oni wszystkie choroby które już mają podciągną pod skutek wypadku.
Panuje teoria (mam nadzieję że nie realizowana w praktyce) że lepiej ofiarę wypadku dobić, zapłacić raz rodzinie odszkodowanie niż całe życie ponosić koszty leczenia.

 

Zmiany w Foshan

W Foshan dużo zmian. I nie są to małe zmiany – nowa droga, nowa linia metra, nowe osiedla itp. Nie zrozumiałe jak tak szybko można budować.

Jak mnie nie było przebudowali też cały park (ten koło wieży). Przenieśli jezioro, postawiali masę chińskich mostków i altan. Zainstalowali system fontann i wieczorami są pokazy które przyciągaja masę ludzi. Niżej kilka filmów – jak wiadomo filmy nie oddają w pełni rzeczywistości. W ostatniej części pokazu wyświetlane są na wodzie animacje o tym z czego Foshan słynie – kung-fu, ceramika, teatr. Nieżle to im wyszło.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Inną rzeczą którą też da się zauważyć od razu to korki – za każdym razem większe. Nawet w Warszawie się tak tego nie odczuwa jak tu. Samochodów przybywa w szalonym tempie – ludzie się bogacą i nie wiedzą co z pieniędzmi robić. Chińczyk ma swój samochód a oprócz tego kupuje żonie i kochance. Samochodów przybywa ale umiejętności i styl jazdy pozostaje. Pisałem już kiedyś jak tu jest na drodze. Kto głupszy ten się ma za lepszego kierowcę.

Co ciekawe, pierwsze dni jazdy (jako pasażer) uświadomiły mi że mnie długo nie było i że jeszcze się nie zaaklimatyzowałem po powrocie.  W samochodzie panowała nerwowa atmosfera – mój kierowca (Rita) bardziej bał się moich okrzyków „hamuj” niż sytuacji na drodze. W końcu powiedziałem że zamykam oczy i się nie odzywam  –  to było najrozsądniejsze. Po kilku dniach jest już ok – nic mnie nie rusza 🙂 .

Pewnego dnia pojechaliśmy załatwiać sprawy urzędowe. Przed budynkiem policji drogowej nie ma gdzie zaparkować – przy drodze znak zakazu zatrzymywania się i postoju. Czasu mało, miejsca do parkowania nie ma więc staneliśmy pod tym znakiem. Ja miałem duże obawy ale Rita powiedziała żeby się nie martwić. Byłem przakonany że jak wyjdziemy to za szybą będzie mandat albo koło zablokowane – a tu nic. Co chwilę przejeżdżał policyjny samochód ale nikt nie był zainteresowany żeby mandat wlepić.

W tym samym miejscu była też rejestracja nowych samochodów – wielka sala, tłumy ludzi. Jeszcze rok i z garażu nie będzie można wyjechać bo już będzie korek.