Dostałem od naszej księgowej zaproszenie na wesele – najpierw tydzień przed – wysłała informację na wechacie że w kuchni są ciastka w związku z jej przyszłym weselem i zeby się częstować. Były orzeszki, banany, ciastka i cukierki. Oczywiście pogratulowałem jej i dowiedziałem się że za tydzień jest impreza i że mnie zaprasza.
Księgowa – fajna dziewczyna w wieku 26 lat – to znaczy jak na tutejsze warunki już dość stara i jest ciśnienie na zamążpójście. Była w długim związku z chłopakiem ale on nie bardzo chciał się żenić więc go zmieniła.
W środę – 2 dni przed weselem – dostałem zaproszenie. Podobno bardzo ładne słowa na zaproszeniu – ja tego nie rozumiem ale mój chiński kolega był zachwycony. Co ciekawe, zaproszenie jest wypisane w Chińskim tradycyjnym języku – a nie w uproszczonym – jest pisane w kolumnach a nie w rzędach i nie wszyscy są je w stanie zrozumieć bo tradycyjny Chiński jest dość trudny – inne znaki.
Zgodnie z chińską tradycją trzeba przekazać (jako prezent) kasę w czerwonych kopertach. Słowa na kopercie mają duże znaczenie – dla mnie to trochę dziwne. Bo czy – według mojego rozumienia – będzie zapisane 100 lat, czy ‚bądźcie szczęśliwi” czy coś tam innego to nie ma znaczenia – ale tutaj… ma.
Na kopercie trzeba napisać własne życzenia. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale trudniej jest zrozumieć jak te życzenia są ważne.
Zapytałem koleżankę co napisać – podowiedziała mi, a ja przepisałem chińskie znaki. Chiński kolega który też szedł na wesele miał swoją kopertę i zapisane swoje życzenia ale jak zobaczył moje to… je skopiował. 🙂
Na dworze była duża wilgoć i gorąco – w ręku miałem kopetę więc pomyślałem że trzeba ją zabezpieczyć – bo palce się odcisną. Zawinąłem więc czerwoną kopertę w białą kartkę paieru. Jak mój chiński kolega to zobaczył to się przeraził i zaczął mnie uświadamiać że to bardzo nie dobrze bo biały kolor tutaj to kolor żałoby. Wyrzuciłem więc białe zabezpieczenie…
Później było wesele.
Panna młoda według tradycji prowincji Guandong nakłada wszystkie złoto które ma. Co prawda spodziewałem się tradycyjnego stroju a nie białej sukni ślubnej ale co zrobić…. Co ciekawe ta impreza była dla gości panny młodej – impreza dla gości pana młodego była poprzedniego dnia. Nie bardzo to zrozumiałe – najpierw tłumaczyli że rodzina młodego jest 20 km stąd i ze tak jest wygodniej ale jak podrążyć temat to jest zupełnie inaczej – jak nie nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Otóż okazuje się że rodzina młodego robi imprezę a wszystkimi datkami dzieli się z parą młodych. Czyli najpierw z datków pokrywa koszty wesela a tym co zostanie dzieli sie z młodymi albo oddaje im całość – kwestja negocjacji – jest różnie. Podobnie z drugiej strony – panna młoda z rodzicami urządza przyjęcie a wszystkim tym co dostanie pokrywa koszty wesela a resztą dzieli się z rodzicami.
Weselnicy – strój dowolny, komórka obowiązkowa :).
Na wielkim telebimie wyświetlane były zdjęcia pary młodej – dopasowane do roździelczości ekranu. Jak dla mnie to jakiś żart – wszyscy zdeformowani – ale tutuaj absolutnie nikomu to nie przeszkadzało.
Tradycyjnie para młoda odwiedziła stoliki i ‚przepiła’ ze wszystkimi.
Menu – ptaszki, kraby, zupa, ryba – niezłe jedzenie.
Druhny fajne były – smutne jakieś na początku ale potem się rozkęciły.
Całe wesele trwało nie więcej niż 2 godziny. Goście żadnych emocji nie okazywali – oprócz 1 razu kiedy para młoda podeszła żeby ‚przepić’. To co nie zjedzone każdy pozbierał w pojemniki i zabrał do domu.



















































