Ola – Polska dziewczyna ale… i Chińska

Jako że na wyjazd do Chin Ola dostała w ambasadzie Chińskiej wizę Q1 dla rodzin (która uprawnia do wjazdu ale w ciągu miesiąca trzeba wystąpić o pozwolenie na pobyt – i wtedy nie trzeba aplikować o wizę za każdym razem jak się chce lecieć do Chin), zebraliśmy wszystkie niezbędne dokumenty.

Zarejestrowaliśmy ją na posterunku policji, zrobiliśmy zdjęcie – co ciekawe, w Chinach jak się załącza zdjęcie do dokumentów to trzeba mieć od fotografa zaświadczenie (koniecznie z pieczątką) kiedy ono było zrobione.

Złożyliśmy dokumenty, zapłacili 100 RMB (ok. 50 zł) i mieliśmy wyznaczony termin odbioru na dzisiaj (21.09). Moje podejrzenia wzbudziło jedynie to, że nie zabrali paszportu. Jak sam się ubiegałem o pobyt czasowy to zabrali mi paszport, anulowali wizę, wkleili inną naklejkę. A tutaj… nic. Rozmawiałem z Ritą i doszliśmy do wniosku że może nie zrozumieli o co nam chodzi – tutaj to zjawisko bardzo powszechne – chcesz jedno a dadzą ci drugie i jeszcze powiedzą że lepsze.

Inna dziwna rzecz, że od Rity chcieli kartę czasowego pobytu w Polsce i informacje jak długo tu była – teoretycznie bez związku bo równie dobrze mogła przebywać na wizie a po za tym występowaliśmy o pobyt dla Oli – praktycznie polskiej obywatelki.

Dzisiaj, przy odbiorze mieliśmy wszystko wyjaśnić. Rita zaczęła po Chińsku wyjaśniać ale widziałem że coś idzie nie tak więc sam się postarałem sprawę w bardzo prosty sposób wyjaśnić (na szczęście tu mówią po angielsku). Powiedziałem im „Ola – polska dziewczyna, dajcie nam nalepkę taką jak moja (pokazałem im moją nalepkę w paszporcie) i nic więcej od was nie chcemy”. Komunikat był bardzo prosty. Ale to ich nie przekonało. Cały czas upierali się że nie trzeba żadnej nalepki bo przez nich Ola jest traktowana jako… chińska dziewczyna. Upierałem się, że skoro Chińska, to nie potrzebowała by wizy a jednak musieliśmy jej wizę załatwić. Jak im trzeci raz powiedziałem że „Ola to polska dziewczyna” to chyba widzieli że się zdenerwowałem i spokojnie mi wszystko wyjaśnili.

Według nich w ambasadzie zrobili błąd bo powinni wydać tylko „kartę podróży” – coś w tym rodzaju. Tak, czy inaczej dostaliśmy od nich książeczkę (wyglądającą jak niebieski paszport) uprawniającą Olę do wjazdu do Chin przez rok – później trzeba odnowić.

1

Drążąc temat, powiedziałem im, że Ola ma Polski paszport a w Chinach nie ma podwójnego obywatelstwa (tak więc nie może już być ‚niestety’ Chinką) ale okazało się że to obowiązuje w przypadku osób pełnoletnich – do 18 roku życia jest traktowana jak Chinka potem powinna określić jakiej chce być narodowości. Powiedziałem więc, że skoro tak, to dajcie jej Chiński paszport ale okazało się że.. to nie takie proste.

Atmosfera się uspokoiła i Rita trochę z tą kobietą (urzędnikiem) porozmawiała. Jeśli chodzi o pytania dotyczące jej pobytu w Polsce i czasu ile tu spędziła to chodzi o to, że Chiński rząd chce to kontrolować (sprawdzać) bo kwitnie tu proceder, że kobiety w zaawansowanej ciąży wyjeżdżają do innych krajów i tam rodzą.

Nie jest to nic nadzwyczajnego – czytałem o tym, ale myślałem, że wyjeżdżają żeby urodzić w bezpiecznych warunkach albo żeby dziecko ‚miało lepiej’ bo będzie innej narodowości.

Okazuje się, że wyjeżdżają bogate kobiety (też nic dziwnego –  teoretycznie – bo biedne nie mają pieniędzy żeby wyjechać) ale jest tu ‚drugie dno’. Według Chińskich wladz rodzenie dzieci za granicą ma na celu transfer dużych majątków – może to mieć sens. Tutaj jest masa ludzi z fortunami pochodzenia których nie są w stanie udowodnić. Chiński rząd ostro wziął się za korupcję – ludzie nie wiedzą gdzie pieniądze chować. Może rzeczywiście za pośrednictwem dziecka (które ma inną narodowość i na które można wszystko przekazywać) wyprowadzają kasę… kto to wie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.